Alkoholik tak, narkoman nie!


Polacy są konserwatywni, a alkohol jest przez konserwatywną kulturę oswojony. Narkotyki postrzegamy jako coś obcego, co odbiera rozum – a więc coś bardziej niebezpiecznego niż alkohol

Rozmowa z prof. Mirosławem Koftą, psychologiem społecznym

Adam Leszczyński: Dlaczego ludziom przychodzi do głowy, żeby karać za używanie narkotyków? Nie za produkcję czy handel, ale za używanie?

Prof. Mirosław Kofta: Myślę, że ci, którzy domagają się kar, rozumują w kategoriach prewencji. Myślą tak: „Narkotyki prowadzą do utraty kontroli nad własnym postępowaniem i zwiększają szansę, że człowiek popełni przestępstwo”. Narkotyk jest powszechnie postrzegany jako coś, co oszałamia, odbiera rozum, sprawia, że człowiek zaczyna działać impulsywnie i chaotycznie. Media są pełne informacji o przestępstwach, często drastycznych, popełnianych pod wpływem narkotyków.

Ten niepokój wydaje się zrozumiały.

W Polsce więcej przestępstw popełnia się pod wpływem alkoholu, a za picie nikt nie wsadza do więzienia.

– Alkohol jest oswojony. Wiemy, jak sobie z nim radzić.

Jak patrzę na panów, którzy zaczynają pić piwo przed sklepem na osiedlu o 7 rano, to wcale nie jestem tego pewien.

– Każdy uważa, że jeśli człowiek nie jest uzależniony, czyli pije w umiarkowanych dawkach, to nie ma problemu. Narkotyki są natomiast postrzegane jako coś tajemniczego, obcego, czego nie kontrolujemy – a więc za bardziej niebezpieczne niż alkohol.

Polacy są dość konserwatywni. To widać w wielu sferach życia, chociażby w polityce, w której mamy wybór pomiędzy dwiema wersjami konserwatyzmu – oświeconą i prymitywno-nacjonalistyczną.

A jeśli dominuje myśl konserwatywna, naturalną reakcją jest traktowanie narkotyków jak zagrożenia i próby odizolowania ich użytkowników, poparcie dla represji.

Przypuszczam, że w społecznym obrazie problemu dominuje niepewność, poczucie zagrożenia i chęć uporania się z tym, ale raczej przez represje niż leczenie – a jeżeli leczenie, to przymusowe.

Od 2000 r. w Polsce obowiązuje prawo, które karze za posiadanie nawet małej ilości narkotyku. W 2005 r. ówczesny minister zdrowia Marek Balicki sugerował, że być może należałoby to prawo złagodzić. W prasie robiono sondaże. Według „Rzeczpospolitej” za zniesieniem kar było tylko 18 proc. Polaków. Reszta chciała albo zamykać do więzienia, albo przymusowo leczyć. Niechętne liberalizacji były przede wszystkim osoby starsze, ze wsi i małych miast, gorzej wykształcone.

– Być może, gdyby pytano, czy należy leczyć, a zatem zwiększyć wydatki na programy terapeutyczne – wyniki byłyby inne. Z pewnością to nie oznacza, że aż 80 proc. Polaków ma osobowość autorytarną.

A co to takiego?

– Tak w psychologii nazywamy system przekonań człowieka, który jest zwrócony ku przeszłości i z którym wiąże się często bezrefleksyjne akceptowanie autorytetów oraz pogardliwy stosunek do tych, którzy zajmują niską pozycję społeczną, są odmienni, na marginesie, są obcy. Badania wskazują, że osoby o skłonnościach autorytarnych cechują się podwyższonym poziomem lęku oraz skłonnością do poszukiwania prostych odpowiedzi na życiowe problemy. Porządkują świat w kategoriach czarno-białych. W klasycznym opisie mówi się też o skłonności do uzależnienia od autorytetu, za którym taki człowiek podąża, którego twierdzeń nie poddaje racjonalnej analizie.

Ludzie o autorytarnym typie osobowości są bardziej skłonni karać za używanie narkotyków?

– Tego bym się spodziewał. Istotą postawy autorytarnej jest poczucie zagrożenia i motywowane tym poszukiwanie ładu i powtarzalności. Takie osoby źle znoszą aktywność grup kontrkulturowych – gejów, feministek, wszystkich, którzy rzucają wyzwanie tradycyjnym normom – bo wprowadzają zamieszanie, zagrażają „naszemu” porządkowi świata.

Taka postawa wiąże się z religijnością?

– Niekonieczne. Czym innym jest treść, a czym innym forma światopoglądu. Najczęściej mówi się o tzw. prawicowym autorytaryzmie, ale z całą pewnością także wśród ludzi o lewicowych poglądach spotyka się takich, którzy są niezdolni do dyskusji.

Ilu jest takich ludzi w Polsce?

– Nie da się tego policzyć, bo autorytarność jest to wymiar psychologiczny, a więc właściwość stopniowalna, a nie zespół cech, które odróżniają jedną osobę od innej.

Wielu ludzi uważa, że nie ma różnicy między miękkimi a twardymi narkotykami? Za jedne i za drugie trzeba zamykać.

– Ludzie, którzy sami nie mieli doświadczenia z narkotykami albo nie byli częścią kontrkultury, często nie rozróżniają narkotyków. Reagują na samo słowo. Ruch hipisów w Polsce był marginalny w porównaniu z Zachodem i traktowany jak podejrzana nowinka z Zachodu.

Zresztą lęk przed narkotykami nie jest bezpodstawny. Narkomania kojarzy się np. z AIDS. Z lęku nie musi jednak wynikać aprobata dla karania. Wiele zależy od tego, jakie rozwiązania politycy proponują wyborcom. A w Polsce mało mówi się o leczeniu.

Dlaczego pani z klasy średniej, która co wieczór łyka cysternę pigułek, nie jest w powszechnym odbiorze uznawana za narkomankę?

– Słowo „narkoman” to etykieta powiązana z pewnym obrazem – brudnego, wychudzonego, zniszczonego fizycznie młodego człowieka koczującego na dworcu. Kojarzy się z wykluczeniem – z człowiekiem bez pracy, bezdomnym, który jest zagrożeniem dla innych. To raczej ktoś, kogo chcielibyśmy się pozbyć – w jakikolwiek sposób.

Osoba uzależniona z klasy średniej nie budzi takich skojarzeń ani poczucia zagrożenia, bo nie burzy obrazu świata. Jest z nią trochę tak jak z pijącymi: jeśli nie upija się do nieprzytomności i nie morduje ludzi, to w porządku.

Jak można przekonać kogoś do bardziej tolerancyjnej postawy? Czy jak ekspert w telewizji powie, że „warto być tolerancyjnym wobec użytkowników marihuany„, to zadziała?

– Raczej wobec ludzi młodych, otwartych poznawczo. Jak ktoś ma ugruntowany pogląd, będzie odrzucał racjonalne argumenty. Będą po nim – albo po niej – spływały jak po kaczce.

Czy Polacy stali się w ostatnich latach bardziej otwarci na inność? Przecież podróżują, pracują za granicą – widzą, jak tam jest.

– Nastąpiła pozytywna zmiana np. w stosunku do gejów. Jeszcze parę lat temu trudno było pomyśleć, że jakieś osoby publiczne przyznają się do swojej orientacji. Dziś zdarzają się pozytywne reakcje na coming out.

Te zmiany są jednak płytkie. Robiliśmy niedawno badania wśród studentów warszawskich uczelni, a więc najbardziej otwartego kulturowo segmentu społeczeństwa. Sprawdzaliśmy, jak postrzegane są feministki. Okazało się, że nie tylko studenci mało o nich wiedzą, ale i myślą jak najgorzej – mają silny negatywny stereotyp. Na głębszym poziomie nasza kultura nadal słabo toleruje odmienność.

* Prof. Mirosław Kofta jest psychologiem społecznym, pracuje na Uniwersytecie Warszawskim

wyborcza.pl

nasiona marihuany, konopi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *