Dlaczego alkohol inaczej traktujemy niż narkotyki?


Powszechnie uważa się, że największą siłę uzależniającą ma heroina, następnie w tym rankingu królują znane nam z nazwy substancje, jak alkohol, kokaina, amfetamina, nikotyna, kofeina i marihuana. Dlaczego są inaczej traktowane przez prawo?
Wszystkie wyżej wymienione środki chemiczne należą do tzw. psychoaktywnych, czyli mocno wpływających na centralny układ nerwowy. Różnią się między sobą pod wieloma względami, ale ich szkodliwość na organizm żywy jest na tyle udokumentowana i pewna, że właśnie dlatego znalazły się w tym samym „koszyku” niebezpiecznych substancji dla człowieka.

badania-marihuana-6954

Alkohol – tak! Narkotyki – nie!

Dlaczego alkohol jest substancją dozwoloną? Taki stan prawny doprowadza to do głupich i śmiesznych sytuacji. Może teoretyzuję i przesadzam, ale nie tak do końca… Wyobraź sobie, że masz ogromny magazyn trunków zakupionych legalnie, płacąc państwu akcyzę i inne należności, np. VAT. Masz pieniądze i jednocześnie taki kaprys! Kupiłeś, bo chcesz mieć i koniec! Wcale nie zamierzasz tym handlować. Włos z głowy wtedy ci nie spadnie, bo nie ma zakazu.

Natomiast gdybyś kupił sobie kilkadziesiąt kilogramów heroiny, bo też masz taki kaprys, to zaraz określą ci milionową wartość po rynkowej cenie (nie piszę czarnorynkowej, bo to równoznaczne) i zamkną “na wieki”, bo to substancja zakazana. Pomimo że też nie zamierzałeś tym handlować, wręcz przeciwnie. Jesteś filantropem i chcesz jak najwięcej tego paskudztwa ściągnąć z rynku.

Przepisy dotyczące sprzedaży alkoholu, np. odległości otwierania punktów dystrybucji wymierzane w metrach, reklamy produktów zawierających alkohol i próby określenia w jakich warunkach można lub nie można spożywać tego boskiego trunku, to groteska.

W opinii publicznej tolerancja dla alkoholu (pomimo drugiego miejsca, co do siły uzależnienia!) i nikotyny jest tak mocno zakorzeniona, że za samo postawienie takiego pytania niejeden raz wysłuchałem w przeszłości reprymendę od zdziwionych kolegów i koleżanek lekarzy. Zawsze. odkąd pamiętam, byłem zwolennikiem równego traktowania obu tych używek.

Zdziwienie i zaskoczenie

Takie stwierdzenie faktów prawie zawsze wywołuje konsternację u moich rozmówców, wyrażającą się często grymasem na twarzy, uśmiechem, a niekiedy spontaniczną próbą protestu w takim mniej więcej stylu:
“Nie porównuj narkotyków do alkoholu, przecież one sieją straszne spustoszenie w organizmie!” Potem następuje zawieszenie głosu rozmówcy, gdyż zaczyna dostrzegać miałkość tego argumentu, ponieważ szkodliwość działania dotyczy każdej wymienionej wyżej substancji.

Olbrzymia część osób jest zaskoczona takim spojrzeniem na ten temat, bo tak naprawdę, po chwilowym zastanowieniu przyznają, że nie ma żadnych merytorycznych argumentów, by bronić któregoś z tych boskich zmieniaczy stanu świadomości.

A jednak alkohol jest tak wrośnięty w tkankę społeczną, że nazywanie go nowotworem jest herezją czy wręcz dziwactwem. To narkotyki są z piekła rodem, ale alkohol…?

Jak tę szkodliwość wymierzyć?

Czym mierzyć? Dynamizmem negatywnych zmian w ustroju? Ilością masy substancji potrzebnej do zadziałania na organizm? Do jego zabicia? Co badać i brać pod uwagę? Liczbę lat obserwacji, a może liczbę tragedii spowodowanych spożyciem tych “rozweselaczy” i “uszczęśliwiaczy”?
W końcu, kto ma to robić? Lekarze, policja, prawnicy, psychologowie czy socjologowie?

A co na to statystyka?

Ktoś mi podpowiedział, że statystyka ma tutaj dużo do powiedzenia. Jeżeli tak, to ona jest porażająca we wszystkich negatywnych punktach dla alkoholu i wypiętrza go na czoło we wszystkich rankingach.

I co z tego wynika? Ano nic! Gorzej traktuje się narkotyki, a alkohol pozostawiamy jak przysłowiową świętą krowę. Jest nie do ruszenia!

– Czy wiesz ile państwo ma czystego zysku z handlu alkoholem? Myślisz, że zrezygnuje z tej części łatwych dochodów? – zapytał mnie znajomy, mający wykształcenie ekonomiczne. – Nie wiem – odparłem z rozbrajającą szczerością, bo faktycznie nie mogłem takich danych nigdzie odnaleźć.

Zastrzegam, że dane podawane przez GUS są wycinkowe. Wcale ich nie podaję, bo kto chce, łatwo może do nich zajrzeć. Nikt nie sporządził bilansu zysków i strat kompleksowo, ponieważ skutki pijaństwa są rozproszone po wszystkich dziedzinach życia gospodarczego.

Poza tym, nie do oszacowania są koszty nieuchwytne. Do nich należą np. zmiany w psychice i w zdrowiu fizycznym tysięcy ludzi poszkodowanych, których jedyną winą było to, że znaleźli się w strefie rażenia “imprezowicza”, mającego kilka promili alkoholu we krwi.

Nieuchwytne są również takie dane, jak absencja w pracy oraz obniżenie jej wydajności, zniszczone urządzenia, rzeczy, przedmioty. Wystawionych zwolnień lekarskich związanych z piciem alkoholu nie da się ogarnąć żadnymi statystykami, zwłaszcza od czasu, gdy zaostrzono sankcje za taką absencję.

W jaki sposób wyliczyć straty w rodzinach, gdzie problem alkoholizmu jest pierwszoplanowy. Dzieci cierpią niedostatek, bo rodzice alkohol kupują bez zastanowienia, a nad ceną jakiejś rzeczy użytkowej niezbędnej dla dziecka mocno się zastanawiają, narzekając, jakie to drogie. Z papierosami jest podobnie. Wystarczy popatrzeć na ludzi w hipermarketach, na ich reakcje podczas zakupów.

Zadziwiająco duża wyrozumiałość szefów i nagminna pomoc większości współpracowników maskuje cały problem. Zawsze znajdą się chętni, którzy są gotowi wykonać za bumelanta część pracy lub nawet w całości, aby tylko dać mu spokój, bo przecież przydarzyło mu się przedawkowanie… Jutro będzie normalny.

Wreszcie jak wyliczyć to, czego ludzie nie zrobili z powodów oczywistej niedyspozycji spowodowanej odmiennym stanem świadomości?

Przyzwolenie dla picia alkoholu jest wszechobecne

Samo zastanawianie się nad tym, czy wesele może być bez alkoholu jest jeszcze w naszym otoczeniu czymś dziwacznym. Po weselach oraz innych imprezach, w każdy weekend wracają tysiące balowiczów, którzy już są przecież “na chodzie”. Prawie każdy z nich to ekspert w zakresie leczenia kaca, polecający innym mniej doświadczonym swoje genialne receptury i sposoby walki z objawami dnia następnego.

W tysiącach przypadków rodzina najbliższa i ta dalsza patrzy z przymrużeniem oka na takie sytuacje, nie widząc w tym niczego złego. Sprzedaż alkoholu nieletnim zawsze będzie jednym z nierozwiązywalnych tematów w takiej atmosferze ogólnego przyzwolenia. Próby z prohibicją (nigdy nie wprowadzono jej z pełną konsekwencją, tylko zawsze pozostawiano jakieś furtki prawne) kończyły się fatalnie, a każda religia w tym problemie poniosła porażkę.

Reasumując

Uważam, że tam gdzie jest dwoistość myślenia i panuje najbardziej prymitywny relatywizm w podejściu do najważniejszych spraw życia człowieka, tam wszelkie działania typu “walka z alkoholizmem czy narkomanią” będą nieskuteczne. Uważam wiele takich działań za hipokryzję, a często wręcz zakrawającą nawet o działania przestępcze, kryminogenne.

nasiona marihuany, konopi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *