Panie premierze, czemu pan woli fajki i procenty?


Panie prezydencie, panie premierze – wiem, że jesteście teraz zajęci heroiczną walką z handlarzami śmiercią, ale jako zwykły obywatel czuję się w obowiązku zauważyć, że ze wszystkich uzależnień najgroźniejsze jest uzależnienie od władzy. Wasze już teraz wydaje się w najwyższym stopniu niepokojące – pisze Piotr Czerski w felietonie dla Wirtualnej Polski komentując działania rządu wobec problemu dopalaczy.

rzucenie-palenia-organizm1000

Według autora problem ten rozpoznano już dwa lata temu, a teraz nagle został wyciągnięty niczym królik z kapelusza i zamieniony w krwiożercze monstrum, tymczasem alkohol i wyroby tytoniowe przyczyniają się do o wiele większych nieszczęść.

Krasomówczy talent prezydenta Komorowskiego znany jest wprawdzie powszechnie i od dawna, ale – przyznaję z pewnym zawstydzeniem – umykał mi dotąd fakt dysponowania przez głowę państwa umiejętnością poetyckiej kondensacji. Doznałem więc prawdziwego olśnienia słysząc odpowiedź prezydenta na pytanie o działania rządu w sprawie dopalaczy. – Byłoby źle – powiedział mianowicie Bronisław Komorowski – gdyby nadal triumfowali handlarze śmiercią i nieszczęściem.

„Triumf handlarzy śmiercią i nieszczęściem”! Fantastyczne. Doprawdy: nie pamiętam, czy słyszałem równie mocną frazę od czasu wydania przez zespół Coma albumu zatytułowanego „Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków”. Raz jeszcze – bo naprawdę warto: „byłoby źle, gdyby nadal triumfowali handlarze śmiercią i nieszczęściem”. Piękne, naprawdę piękne to słowa, a przy tym aż do brawury odważne – zwłaszcza w ustach najwyższego reprezentanta organizacji zarabiającej rocznie ponad piętnaście miliardów złotych na akcyzie od wyrobów tytoniowych (choroby tytoniozależne każdego roku pochłaniają w naszym kraju kilkadziesiąt tysięcy ofiar) i ponad dziesięć miliardów na akcyzie od alkoholu (rozlewającego się po Polsce w całe bezmierne morze ludzkiego nieszczęścia).

Tak: nie byłoby dobrze, gdyby handlarze śmiercią i nieszczęściem zatriumfowali – i nic dziwnego, że w obliczu tak przerażającej perspektywy premier Donald Tusk z sejmowej trybuny zapowiada prowadzącemu legalny interes biznesmenowi, że „będzie siedział, na 100%” swoich urzędników poucza, że „w tej kwestii nie można się troszczyć o bezwzględne przestrzeganie prawa, a trzeba zrobić wszystko, żeby wyeliminować to zagrożenie, działając czasami na granicy prawa”, a potem jednym zamaszystym gestem wysyła na front pięciotysięczną armię policjantów i inspektorów sanitarnych. Panie premierze – a komandosi? Desant z powietrza naprawdę świetnie wygląda w TV!

Byłoby źle, bardzo źle, gdybyśmy dopuścili do triumfu handlarzy śmiercią – i całe szczęście, że wszyscy mają tego świadomość. Senator Władysław Sidorowicz, przewodniczący senackiej komisji zdrowia, która w środę analizowała rządową nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, tłumaczył bez ogródek: „opinia naszych prawników jest negatywna, ale sprawa jest ważna społecznie, a premier oczekuje, że ustawę uchwalimy bez poprawek”. Oto właściwa postawa! Obawiałem się przez moment, że senacka komisja może poczuć się nieco skrępowana świadomością roli izby wyższej parlamentu – na szczęście w sytuacji bezpośredniego zagrożenia narodu senatorzy dowiedli swojego oddania sprawie i premierowi, odrzucając jednogłośnie wszystkie uwagi prawników Biura Legislacyjnego Senatu. Niektóre zanim jeszcze zostały wygłoszone. Vivat senatores!

Byłoby naprawdę fatalnie, gdyby… Wystarczy. Mógłbym silić się na podśmiechujki, ale byłby to śmiech sztuczny i wysilony. Nie pamiętam bowiem, kiedy po raz ostatni czułem się jednocześnie tak głęboko zażenowany działaniami najwyższych władz naszego państwa i tak realnie zaniepokojony formą, w jakiej są one realizowane. Nikt nie dba już nawet o pozory: istniejący od dwóch lat, doskonale rozpoznany problem wyciągany jest nagle jak królik z kapelusza – i ogłaszany nie królikiem, ale krwiożerczym monstrum; formalnie niezależnym urzędnikom państwowym premier wydaje polecenia jak chłopcom na posyłki, jednocześnie wygrażając z trybuny sejmowej jakiemuś dwudziestoparolatkowi, a wyprodukowana na kolanie prawna bzdura (która w przyszłości niemal na pewno będzie nasz kosztować miliony wydane na odszkodowania) przyjmowana jest prawie jednogłośnie przez sejm i przepychana przez senat w sposób jawnie ośmieszający tę instytucję.

Sierpniowa telewizyjna transmisja z rugania przez premiera szefów funduszy emerytalnych mogła być sygnałem zbyt subtelnym, ale styl obecnej rozgrywki z producentami dopalaczy nie pozostawia wątpliwości skąd PR-owcy rządu czerpią inspiracje. W następnym odcinku zobaczymy zapewne gabinet z obfitymi złoceniami, w którym jakiś minister będzie zdawał premierowi żołnierskie w formie sprawozdanie z wykonania zadania. A w kolejnym – telekonferencję na żywo z narodem, którego starannie wybrani reprezentanci wyrecytują równie starannie przygotowane pytania. I na każde znajdzie się jakaś krzepiąca odpowiedź. I poczujemy, że żyje się lepiej.

Panie prezydencie, panie premierze – wiem, że jesteście teraz zajęci heroiczną walką z handlarzami śmiercią, ale jako zwykły obywatel czuję się w obowiązku zauważyć, że ze wszystkich uzależnień najgroźniejsze jest uzależnienie od władzy. Wasze już teraz wydaje się w najwyższym stopniu niepokojące.

Piotr Czerski specjalnie dla Wirtualnej Polski

wp.pl

nasiona marihuany, konopi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *