Opętanie do wyleczenia?


Opętanie czy też nawiedzenie to stan umysłu, w którym indywiduum odczuwa, że znajduje się pod wpływem zewnętrznej, niefizycznej siły (…) – czytamy w Wikipedii.

Opętanie było znane już religiom pierwotnym.

Jest traktowane jako jedna z form nawiązania kontaktu z innym światem – zaświatem. Każda religia inaczej tłumaczy stan opętania, np. buddyzm twierdzi, iż demony to istoty zamieszkujące specjalny rodzaj piekła oraz, że demony mogą pełnić funkcje dobroczynne. Judaizm wierzy, że to duch osoby zmarłej odpowiada za opętanie. Natomiast w teologii chrześcijańskiej, teolodzy rozróżniają przyczyny opętania na zawinione jak chęć obcowania z demonem, wróżbiarstwo oraz niezawinione poprzez padnięcie ofiarą czarów, modłów.

W lekturze natrafiam jeszcze na inne zjawiska towarzyszące opętaniu, są podobnie opisane w różnych religiach świata. Osoby opętane używają nieznanego im języka, lewitują, posiadają nadzwyczajną siłę, wstręt do świętych rzeczy jak hostia oraz do poświęconej wody.

Od 1994 roku, opętanie uznaje się jako chorobę, część teologów i egzorcystów przychyla się do tego iż opętanie może być często mylone np. ze schizofrenią, epilepsją czy psychozą.

Jak wytłumaczyć więc fakt, że człowiek opętany nie jest chorym psychicznie – jeśli wyrywa się z nienaturalną siłą i to najczęściej będąc w Kościele lub świetnie włada językiem, którego nie zna? A może ludzie wstydzą się przyznać do choroby psychicznej, a forma opętania jest lepiej akceptowana, człowiek otrzymuje więcej wsparcia i tolerancji? Jakkolwiek będziemy tłumaczyć opętanie, prawdą może okazać się fakt, iż choroby psychiczne mogą być swojego rodzaju rzuconym czarem, co w teologii chrześcijańskiej można tłumaczyć opętaniem niezawinionym. Jednak osoby chore psychiczne po dobraniu odpowiednich leków i terapii mogą wyzdrowieć, czy zatem osoby opętane też?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale osoba wierząca w Boga, wierzy i w demona. Pismo Święte w Nowym Testamencie dostarcza kilkudziesięciu przypadków opętania i egzorcyzmów wykonanych przez Jezusa Chrystusa i Apostołów. Jak więc wytłumaczyć opętanie? Zgłębiając ten problem wiele lat temu natknęłam się na stare zapiski koleżanki mojej babci, opisuje ona opętanie swej wnuczki, nazwijmy ją Zosia.

5 maja 1976 r wnuczka podczas snu nadmiernie się poci, miewa częste gorączki, wszelkie badania wykluczają choroby. Podczas snu Zosia budzi się regularnie o godzinie 3.00, miewa dziwne obrazy, nienaturalnie boli ją głowa, słyszy głosy proszące ją niejednokrotnie o odebranie sobie życia. Klika miesięcy później rodzina pozostawia Zosię samej sobie myśląc, że jest ona psychicznie chora, jej partner postanawia wziąć ją do pastora.

I tak przed samym wejściem do Kościoła kobieta zaczyna wyrywać się, krzyczeć, bić, gryźć i uciekać. Po kilku nieudanych próbach wprowadzają ją wreszcie do Kościoła, tam zaczyna się prawdziwe piekło. Zofia rzuca stolikiem, krzesłami, głośno płacze, piszczy, przeklina, mówi nieznanym jej językiem – dziwnym zmutowanym głosem, pluje na pastora. W domu nie jest wcale lepiej, często „odpływa” by nagle uderzyć tego, kto jest pod ręką, opluć. Podczas modlitw nad jej ciałem dusi się tak jakby ktoś trzymał ją za szyję, „coś” jakby podnosiło ją i rzucało na piec kaflowy.

2 lutego 1977 roku jakaś siła rzuca ją na ścianę na wysokość około 120 cm. Parę miesięcy później, powoli się uspokaja, nie reaguje tak nienaturalnie w Kościele, ale nie może zakładać krzyża na szyję gdyż zaraz swędzi ją skóra wokół łańcuszka, od modlitw boli ją głowa, tak że aż płacze i prosi, żeby przestali.

Rok później… Z braku czasu i ze względu na myśli obojga partnerów: „a pewnie już po wszystkim, czujesz się lepiej”, powraca zły stan zdrowia, znów ukazują się obrazy we śnie, znów ten potworny ból głowy. Czyżby zło wracało?

Jakkolwiek ta historia się nie skończyła, dowodzi, że opętanie istnieje. Choroba serca, którą wykryto później u Zofii nie jest chorobą psychiczną, więc wyklucza np. schizofrenię. Jak więc wytłumaczyć fakt opętania? Co to właściwie jest? Dlaczego tak łatwo opanowuje człowieka, wyrządzając mu taką krzywdę? A może to jest jakaś próba, którą dana osoba musi przejść, by w życiu późniejszym było jej łatwiej? A może lepiej tego nie wiedzieć, zapomnieć i udać, że nigdy tego nie było…

interia360.pl

nasiona marihuany, konopi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *