Marsz Wyzwolenia Konopi 2010


mwkl2010 Pełniący obowiązki Prezydenta Łodzi Tomasz Sadzyński nie wydał zgody na organizacje Marszu Wyzwolenia Konopi. Mimo zakazu manifestacja przez ponad trzy godziny maszerowała przez miasto. Kilkuset zwolenników legalizacji posiadania i uprawy marihuany zebrało się w sobotę na placu Wolności w Łodzi. Demonstracja poparcia dla tego rodzaju rośliny rozpoczęła się przed godziną 17 gromadząc przynajmniej ponad 500 osób. Organizatorem akcji była ogólnopolska Inicjatywa "Wolne Konopie", która podobne zgromadzenia zorganizowała lub zorganizuje w różnych miastach w Polsce. Zwolennicy konopi zbiorą się wkrótce między innymi we Wrocławiu, Lublinie, Krakowie, Katowicach czy Zakopanem. Inicjatywę "Wolne Konopie" reprezentował Tomasz Obara, który też był przewodniczącym nielegalnego - w świetle prawa zgromadzenia. Ponieważ w piątek delegacja urzędników, pod eskortą policji, nie mogła dostarczyć organizatorom decyzji komisarycznego zarządcy Łodzi, zrobiono to w sobotę. Przed pomnikiem Tadeusza Kościuszki pojawił się dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego UMŁ Marek Białkowski, który wręczył przewodniczącemu marszu - wspomnianemu Tomaszowi Obarze - decyzję o zakazie jego organizacji. - My informujemy, że zgromadzenie się odbędzie i państwo nie mają prawa tego zakazać. Co będziemy dalej robić? Informujemy, że laweta dalej nie pojedzie bo sądzę, że policja będzie dokonywała jakiś represji na kierowcy - mówił Tomasz Obara. - Tutaj miasto wydziwia, w Warszawie też wydziwiali. W moim odczuciu, w moim mniemaniu możemy iść - dodał. Reprezentant ogólnopolskiej Inicjatywy "Wolne Konopie" dyskutował na przemian z przedstawicielami Urzędu Miasta Łodzi oraz Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. - Podstawowego obowiązku nie dopełnili organizatorzy. Nie poinformowali organu gminy o zmianie przewodniczącego zgromadzenia. Ustawa konkretnie wskazuje i ten zakaz został wydany i w tym momencie zgromadzenie zostało zakazane - mówił podinsp. Waldemar Świątek z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. - Jeżeli się odbędzie to jego uczestnicy poniosą odpowiedzialność karną. Pan ma obowiązek stosować się do przepisów prawa - dodał. Kiedy dyskusja pomiędzy urzędnikami oraz Obarą nie przyniosła żadnych rezultatów, zgromadził on wszystkich uczestników, aby poinformować ich o dalszych zamierzeniach. W tym czasie radiowozy zostały przegrupowane tak, żeby mogły pilotować ewentualny marsz. Około godziny 17.20 marsz jednak wyruszył a jego uczestnicy skandowali jego hasło główne "Sadzić! Palić! Zalegalizować!". Trzy i pół godziny spaceru ulicami miasta Marsz z ulicy Piotrkowskiej skręcił w ulicę Więckowskiego, aby później iść Zachodnią i aleją Kościuszki. Tam około godziny 17.30 uczestnicy podeszli pod drzwi komisariatu pierwszego w nadziei, że funkcjonariusze będą chcieli ich rutynowo spisać. Nic takiego się nie stało ponieważ żaden policjant nie zechciał wyjść do manifestujących. Kilka metrów dalej, przed ulicą Struga, funkcjonariusze z jednego z radiowozów zatrzymali paru uczestników marszu. Natychmiast wszyscy zgromadzili się wokół niego, usiedli i zaczęli krzyczeć "Wypuśćcie ich! Nie macie prawa". Nie pomagały prośby a potem groźby policjantów o zejście z ulicy. Dopiero kiedy zatrzymani wyszli z radiowozu, pozostali wstali i kontynuowali przejście aleją Kościuszki. Kolejny postój i zbiorowe siadanie na jezdni w obronie zatrzymanego, odbyło się na alei Mickiewicza za ulicą Wólczańską. Jednak to nie trwało długo i po kilku minutach hasło "Sadzić! Palić! Zalegalizować!" było słyszalne dalej. Około 18.30 zwolennicy marihuany dotarli pod czwarty komisariat przy Kopernika, gdzie zostali dłużej. Tomasz Obara też nie doczekał się na przedstawicieli policji i pozostawił na dyżurce pismo. Za ulicą Łąkową policjanci zatrzymali kolejnego uczestnika a zgromadzeni znów usiedli na ulicy skandując "Wypuśćcie ich! Nie macie prawa". Podobne sytuacje miały miejsce kilka razy: na alei Włókniarzy przy Karolewskiej, na alei Mickiewicza przy Łąkowej i na skrzyżowaniu z aleją Kościuszki oraz na alei Piłsudskiego przed ulicą Sienkiewicza. Schemat postępowania był zawsze taki sam. Po chwili policja poddawała się i wypuszczała zatrzymanych. Tuż za ulicą Piotrkowską na alei Mickiewicza, czyli około 19.25 manifestujących otoczył kordon mundurowych, który pilnował aby zwolennicy marihuany nie blokowali ulicy. W takim szyku przeszli już do końca marszu, na plac Wolności. Po drodze dwudziestu funkcjonariuszy - wśród z nich trzech z bronią gładkolufową - zabezpieczało wejście do Pasażu Schillera. Przed 21 marsz dotarł w okolice placu Wolności. Tam pomiędzy ulicą Próchnika a kościołem policja z obu stron otoczyła uczestników. W ten rejon nie wpuszczani byli też przechodnie, aby nie utrudniać czynności stróżom prawa. Po chwili funkcjonariusze zaczęli ich legitymować co trwało ponad godzinę. Od strony placu Wolności czekał oddział prewencji (z traczami, w kaskach oraz z pałkami szturmowymi - przyp. autora) oraz funkcjonariusze z miotaczami gazu - najprawdopodobniej pieprzowego i bronią gładkolufową. Można było wywnioskować, że w razie czego byli gotowi do szturmu manifestantów. Kompromitacja łódzkiej policji? Marsz Wyzwolenia Konopi uwidocznił nieudolność służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w mieście. Wielokrotnie policjanci radiowozów na czele marszu, próbowali rozgonić ludzi na boki przez komunikaty, najeżdżanie na pięty czy trąbienie. Nic nie pomogło! Pod dworcem kaliskim kolumnę maszerujących pilotowało - z przodu i z tyłu - około dziesięciu radiowozów policji oraz co najmniej pięć samochodów straży miejskiej. Gdybym nie wiedział co to za zgromadzenie, pomyślałbym, że jest to jakaś eskorta ludzi wracających z meczu. Brakowało jeszcze armatek wodnych. Do bardzo niebezpiecznej sytuacji doszło na alei Mickiewicza. Funkcjonariusze kierujący policyjnym fiatem ducato wyprzedzając kolumnę idących, nieomal potrącili jednego z nich. Młody chłopak w szarej koszulce odbił się od boku pędzącego radiowozu i upadł na ulicę. Szybko wstał i dołączył do reszty idących. Zablokowane miasto Choć to była sobota, Marsz Wyzwolenia Konopi wpłynął na ruch i funkcjonowanie komunikacji w mieście. Na całej trasie przemarszu tworzyły się korki, szczególnie pod wieczór gdzie przechodził on przez jedną z głównych arterii miasta. Kilkuminutowe opóźnienia miały pojazdy komunikacji miejskiej na Kościuszki (2, 3, 6, 11, 16, 16A), Kopernika (12, 50), alei Włókniarzy (8, 12, 65, 80, 80A, 86, 99, 99A) oraz alei Mickiewicza i alei Piłsudskiego (8, 10, 14, 57, 98). Na skrzyżowaniu ulicy Zielonej i Wólczańskiej doszło do zderzenia radiowozu, który jechał na sygnale konwojować marsz - z samochodem osobowym. Kierowca auta zbiegł z miejsca zdarzenia, a policjantom nic się nie stało. wiadomosci24.pl

Marsz Wyzwolenia Konopi Łódź 2010


5
mwkp2010 „Polityku, zdelegalizuj sobie wódkę” lub „Dopalacze won!” – m.in. z takimi hasłami rozsiedli się wczoraj po południu przed poznańską operą młodzi ludzie biorący udział w Marszu Wyzwolenia Konopi. Cel był jeden – żądanie racjonalizacji polityki narkotykowej w Polsce. – Zebraliśmy się po to, by poruszyć problem prawa narkotykowego w Polsce. Za posiadanie niewielkiej ilości marihuany ludzie trafiają do więzienia, a przecież to czyn o niewielkiej szkodliwości społecznej. Nasze trzy postulaty to: umożliwienie przez władze posiadania niewielkiej ilości marihuany na użytek prywatny, możliwość posiadania do trzech krzaków konopi indyjskiej oraz amnestia dla więźniów, skazanych za posiadanie niewielkiej ilości marihuany – opowiada Rafał Zawadzki, organizator poznańskiej edycji marszu. Podobne akcje odbywają się także w innych miastach – to elementy ogólnopolskiej kampanii wrześniowej, zrzeszającej ludzi, popierających legalizację konopi indyjskich. Co jednak, kiedy podczas imprezy w klubie ktoś przesadzi z używkami? Wówczas z pomocą mogą przyjść mu partyworkerzy, czyli ludzie, których zadaniem jest uświadamianie klubowiczów o skali zagrożeń, powodowanych zażywaniem środków odurzających. Od niedawna można ich spotkać także w klubach w Poznaniu. – Kiedy partyworkerzy pojawili się kilka lat temu w Warszawie, wówczas niektórzy uważali, że ich praca polega na pokazywaniu, jak zażywać narkotyki. Nic bardziej mylnego – podkreśla Monika Rosińska, współtwórczyni realizowanego przez Monar Projektu Kalejdoskop, z którym od niedawna mogą zapoznać się poznańscy klubowicze między innymi na imprezach w Eskulapie. – Działamy dwutorowo. Po pierwsze profilaktyka, czyli zwiększanie świadomości na temat zagrożeń, wynikających z zażywania narkotyków. Ale absolutnie nie interesuje nas moralizatorstwo, wolimy raczej porozmawiać z młodymi ludźmi. Stąd drugi punkt – uznanie faktu. Wiemy, że część ludzi i tak będzie zażywać narkotyki, więc chcemy o nich zadbać. Partyworkerzy są przeszkoleni w pomocy przedmedycznej, na naszych stoiskach w klubach propagujemy także bezpieczny seks, rozdając prezerwatywy – opowiada Monika Rosińska.

Marsz Wyzwolenia Konopi Poznań 2010


Marsz Wyzwolenia Konopi 2010 - manifestacja na rzecz legalizacji marihuany odbyła się w sobotę w Warszawie. Wzięło w niej udział ok. 2 tys. osób, które, skandując hasło "sadzić, palić, zalegalizować", przeszły sprzed Pałacu Kultury pod Sejm. Manifestację zabezpieczała stołeczna policja. Manifestację zorganizowały organizacje, które działają na rzecz zalegalizowania tzw. miękkich narkotyków. Jak informowali organizatorzy, chcą zebrać 100 tys. podpisów pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą w sprawie legalizacji marihuany. "Zmiany w ustawie mają przyjąć taki kształt, aby raz na zawsze zakończyć karanie za posiadanie niewielkich ilości środków odurzających, co w szczególności dotyczy karania za ziele konopi" - napisali inicjatorzy akcji w rozdawanej podczas marszu okolicznościowej gazecie. W czasie przemarszu wykrzykiwano także: "chcemy palić na legalu" lub "chcemy 30 gram na własny użytek". Protestującym towarzyszyły samochody ciężarowe z platformami, na których rozwieszono transparenty z symbolem zielonego liścia konopi. Z ustawionych na platformach głośników rozlegała się muzyka reggae i m.in. utwór Louisa Armstronga "What a Wonderful World". wprost.pl

Marsz Wyzwolenia Konopi 29.05.2010 w Warszawie