Poszukiwani, strzeżcie się – wszystko o was wiemy


www.policja.pl – wchodzę na stronę i „klikam” na zakładkę – poszukiwani. Potem w odpowiedniej rubryce wpisuję imię i mam dane osobowe każdego poszukiwanego deikwenta o tym imieniu.

Po tych danych na pewno znajdziesz poszukiwanego

W tych danych znajduje się imię, nazwisko, data urodzenia, imiona rodziców i adresy – zarówno tymczasowy, jak i stały. Jest także informacja o ostatnim miejscu zamieszkania. Brnę dalej – czytam, jaka jednostka policji poszukuje danej osoby i podstawę poszukiwań. Nie starcza mi to jednak i brnę dalej. Czytam następnie rysopis i znaki szczególne. W tym momencie śmieję się z tekstu np: … na członku posiada tatuaż w postaci skali od 0 do…/nie napisano, żeby człowieka nie ośmieszyć/…koniec cytatu. Dosłownie tak było napisane – nie napisano, żeby człowieka nie ośmieszyć. Następnie czytam dalszy opis: …Na ramieniu posiada tatuaż w postaci insygniów wojskowych w randze majora…. koniec cytatu. No więc mam niemalże cały obraz poszukiwanego. Do tego w randze majora. Wg opisu należałoby wnioskować, że niezły z niego „ogier”. Wracam zatem do podstaw prawnych poszukiwania – myślę sobie, jak opisują przyrodzenie poszukiwanego – to musi być sprawcą jakiegoś gwałtu. Nic podobnego – zobaczyłem, że policja poszukuje delikwenta za kradzież.
Jeszcze przez pół dnia przyglądałem się opisom poszukiwanych – u jednego napisane było, jaki wzór ma wytatuowany na pośladkach. Zastanawiałem się, czy nie jest to czasem naruszenie danych osobowych.

Szokujące odkrycie

Już miałem zakończyć przeglądanie tej strony, gdy nagle zobaczyłem, że wśród poszukiwanych jest mój kolega. Chłopak, który w 2002 roku popełnił samobójstwo. Podstawą poszukiwania była jazda po pijanemu. Wiem, że chłopak nie żyje. Policja prowadziła przecież dochodzenie w tej sprawie – uznano, że chłopak popełnił samobójstwo.

Reasumując

Zastanawiam się, gdzie leży logika ustawy o ochronie danych osobowych. Pomijam śmieszne opisy. Nie jestem prawnikiem, ale wydaje mi się, że na ujawnienie twarzy i nazwiska poszukiwanego należy uzyskać zgodę z sądu. Nie mieści mi się w głowie – żeby ujawniać dane adresowe i imiona rodziców, a także nasz adres tymczasowy, dla osób postronnych – być może nawet naszych wrogów. Należy pamiętać, że ustawa o ochronie danych osobowych skrupulatnie określa warunki, na jakiej podstawie nasze dane mogą zostać ujawnione. Nie sądzę, żeby na każdego sprawcę /mowa o drobnych sprawach/ uzyskano zgodę sądu na ujawnienie danych osobowych. Wydaje mi się, że nie można powiedzieć o kimś, że jest przestępcą – groźnym zresztą – jeśli ukradnie kurę z kurnika. Takie niestety podstawy prawne widziałem w zakładce poszukiwani listem gończym na portalu www.policja.pl

interia360.pl

nasiona marihuany, konopi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *