Sąd nad holenderską marihuaną


Właściciel największego holenderskiego coffee shopu zapłaci prawie 10 mln euro kary za to, że kpił sobie z holenderskiej polityki tolerancji. To może być początek wojny przeciw marihuanowemu biznesowi w Holandii

Precedensowy wyrok wydali w czwartek sędziowie w Middelburgu. Na ławie oskarżonych siedział nie tylko Meddie Willemsen, szef coffee shopu Checkpoint z leżącego przy granicy z Belgią Terneuzenu, ale także jego kilkunastu pracowników. Pod pręgierzem znalazło się właściwie całe miasto. Bo przy okazji śledztwa wyszło na jaw, że coffee shop działał pod parasolem lokalnych władz, policji, a nawet prokuratorów.

sprzedaz-marihuany-waszyngton-6236

Od ponad 30 lat sprzedaż niewielkiej ilości miękkich narkotyków jest w Holandii dozwolona w koncesjonowanych kafejkach nazywanych popularnie coffee shopami. Jest ich ok. 700, każda z nich musi mieć licencję od lokalnych władz podobną do naszej koncesji na sprzedaż alkoholu. Każdy klient ma prawo kupić do 5 g marihuany i wypalić skręta w kafejce.

Obowiązująca od lat 70. ubiegłego wieku polityka tolerancji wobec narkotyków miękkich była chyba najsłynniejszym holenderskim eksperymentem. Opierała się na prostym założeniu: skoro nie możemy czemuś zapobiec, to przynajmniej postarajmy się to kontrolować. Coffee shop Checkpoint ewidentnie wymknął się spod tej kontroli, a politykę tolerancji doprowadził do absurdu.

W 2008 roku w czasach swej największej świetności do Checkpointu przychodziło 3 tys. klientów dziennie. Na zapleczu kafejki kontrolerzy znajdowali nieraz dużo więcej niż dozwolone prawem 500 g marihuany – w czasie jednego z nalotów policja odkryła w magazynie aż 200 kg tego narkotyku.

Willemsen został oskarżony o prowadzenie organizacji przestępczej zajmującej się pozyskiwaniem i handlem marihuaną na wielką skalę.

Jak tłumaczył prokurator, „dobrze naoliwiona maszyneria była gotowa do obrotu wielkimi ilościami narkotyków na zapleczu”. Według oskarżycieli mogły to być nawet dziesiątki kilogramów dziennie. Działał odrębny departament zakupów, transportu i przetwarzania marihuany. Większość klientów kafejki przyjeżdżała z Francji czy Belgii. Obsługa kafejki nie robiła nic, by choćby ostrzec ich, że jest to sprzeczne z prawem.

Prokurator domagał się znacznie surowszej kary, bo aż 28 mln euro. Kwotę tę określono na podstawie szacowanych dochodów właściciela lokalu. Skończyło się na 9,7 mln euro tylko dlatego, że sędziowie uznali, iż marihuanowy boss nie rozwinąłby tak skrzydeł, gdyby nie miał poparcia miasta Terneuzen.

Choć reklamowanie coffee shopów jest niezgodne z prawem, władze lokalne umieściły drogowskazy prowadzące klientów do Checkpointu. Lokalne centra dla bezrobotnych wysyłały tam do pracy młodych szukających zatrudnienia. – Bez pomocy władz miejskich Willemsen nie odniósłby takich korzyści – mówili sędziowie.

Niezależnie od kary finansowej szef kafejki został skazany na 16 miesięcy więzienia. Jako że odsiedział już je wcześniej w areszcie, czekając na proces, nie pójdzie za kratki.

Zdaniem ekspertów zamknięcie Checkpointu i surowa kara dla właściciela to ostrzeżenie dla innych coffee shopów. Nie brak też głosów, że może to być początek końca holenderskiej polityki tolerancji krytykowanej coraz głośniej przez część ekspertów i polityków. – Wyrok może mieć poważne konsekwencje dla dużych lokali sprzedających miękkie narkotyki, a nie jest ich tak mało – tłumaczy holenderskim mediom prawnik Peter Tak. – Prokuratura może użyć wyroku do kampanii przeciw nim – dodaje.

Kłopoty coffee shopów dowodzą, że w Holandii następuje odwrót od polityki tolerancji. Stereotyp holenderskiej krainy swobód chwieje się już od kilku lat w posadach. Dwa lata temu policja usunęła z centrum Rotterdamu prostytutki legalnie świadczące swe usługi, kurczy się słynna dzielnica czerwonych latarni w Amsterdamie. Ze sklepów ze zdrową żywnością zniknęły grzybki halucynogenne.

Latem 2009 roku namaszczona przez rząd komisja ekspertów orzekła, że narkotykowe coffee shopy powinny się stać zamkniętymi klubami palaczy marihuany, i to wyłącznie dla Holendrów. W zamian za przekształcenie coffee shopów w zamknięte kluby ich właściciele mieliby prawo do utrzymywania większych zapasów miękkich narkotyków niż dotychczas – czyli ponad 500 g.

– Choć polityka wobec miękkich narkotyków jest zaostrzana przez władze centralne i lokalne, od kilku lat nie sądzę, aby się skończyła – mówi „Gazecie” holenderski politolog Alfred Pijpers. Przyznaje jednak, że „nie ma szybkiego rozwiązania problemów, jakie sprawia”. Zdaniem Pijpersa największym problemem jest kwestia dostaw miękkich narkotyków. O ile sprzedaż małych ilości marihuany jest legalna, o tyle uprawa – nie. I siłą rzeczy tę część rynku zagospodarowały przestępcze gangi.

wyborcza.pl

nasiona marihuany, konopi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *