Unia Europejska drapie się w głowę, Moskwa klepie po ramieniu


Wybory w Białorusi nie odpowiadały standardom OBWE – do takiego wniosku doszli obserwatorzy z ramienia tej organizacji. Przy tym skrupulatni Europejczycy zauważyli pewien postęp w niektórych etapach kampanii wyborczej. Ale wieczorem 19 grudnia dla demokratycznej społeczności w Białorusi i za granicą emocjonalnie wszystko zostało przekreślone pałkami sił specjalnych.

Wątpliwy pod względem przejrzystości mechanizm procesu wyborczego został odsunięty na drugi plan. Szokowały dramatyczne wydarzenia na mińskim Placu Niepodległości po tym, gdy zamknięto lokale wyborcze.

waszyngton-marihuana-696x390

Początkowo władze z zaciśniętymi zębami obserwowały robiącą wrażenie – jak minimum 20-tysięczną (w niektórych momentach wg mnie narodu było znacznie więcej) – akcję protestacyjną żądającą sprawiedliwych wyborów. Ale po brzęku rozbijanych szyb w siedzibie rządu siły porządkowe z całą surowością, nie szczędząc pałek i krwi, rozpędziły manifestantów. Setki osób aresztowano, trwają rozprawy sądowe. Jeszcze przed rozpoczęciem akcji osiłki w czarnych mundurach mocno pobili jednego z kandydatów na prezydenta Uładzimira Niaklajewa.

Szereg niezależnych ekspertów sądzi, że brak jedności wśród białoruskiej opozycji również odegrała ujemną rolę, ponieważ nie było wyraźnego scenariusza akcji na Placu, organizatorzy nie mogli kontrolować zgromadzonego narodu, ani przeciwdziałać prowokatorom.

Ale brutalne rozpędzenie manifestacji, napaść na opozycjonistów wywołały szok i reakcję Zachodu.

„Ten tchórzliwy atak na bezbronnego kandydata na prezydenta Białorusi jest skandaliczny i haniebny – oświadczył przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. – Tego typu zachowanie jest nie do przyjęcia dla społeczności międzynarodowej”.

Ambasada USA w Mińsku potępiła przemoc wobec manifestantów i wzięła w obronę Niaklajewa. „Brutalność sił porządkowych jest niedopuszczalna” – pisze w swoim oświadczeniu również MSZ Polski.

Troszkę później odezwała się Bruksela. Użycie przemocy wobec demonstrantów na Białorusi potępiła szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton. „Jest szczególnie godne ubolewania, że wieczór wyborczy był nękany przez przemoc, którą zdecydowanie potępiam. W szczególności nie do zaakceptowania jest bicie i zatrzymanie kilku liderów opozycji, w tym kandydatów na prezydenta” – oświadczyła Ashton i wezwała władze „do natychmiastowego zwolnienia aresztowanych”.

Ustami baronessy Catherine Ashton Unia Europejska również „z przykrością” stwierdziła, że „wydarzenia wczorajszej nocy nie odzwierciedlają tego pewnego postępu, który można było zaobserwować w okresie przedwyborczym”.

A tak chciałoby się skonstatować ten pewien postęp i według wcześniejszych założeń kontynuować pragmatyczny dialog! Chociaż na cudowną odmianę „ostatniej dyktatury” Zachód nie liczył, to miał nadzieję, że potrzeba uznania wyborów przez społeczność międzynarodową i pieniądze powstrzymają reżim od stosowania brutalnej przemocy.

Rzeczywiście, Bruksela obecnie znajduje się w skomplikowanej sytuacji. Z jednej strony nie można przymykać oczu na to, co się wydarzyło. Z drugiej strony powrót do polityki izolacji Białorusi, stosowania wobec niej jakichś sankcji globalnych dla Unii Europejskiej również jest niewygodne. W Mińsku liczą żebra, a Unia Europejska drapie się w potylicę.

Najprawdopodobniej po oświadczeniach potępiających reżim nastąpi okres ochłodzenia stosunków Mińska z Zachodem. Miński analityk sytuacji międzynarodowej Andrej Fiodarau sądzi, że Białoruś mogą nawet wykluczyć z Partnerstwa Wschodniego.

Ekspert zastrzega się, że na razie nie jest w pełni jasny przebieg dramatycznych wydarzeń na Placu Niepodległości w Mińsku wieczorem 19 grudnia. Gdyby nie było wybijania szyb w siedzibie rządu, działania specnazu przeciwko manifestantom nie miałyby uzasadnienia – i wtedy międzynarodowe potępienie władz białoruskich pewnie zabrzmiałoby nadzwyczaj zgodnie i ostro.

A tak ton oświadczeń płynących z różnych stolic może być różny, ponieważ Unia Europejska również jest różnorodna. Prezydent Łotwy Valdis Zatlers, na przykład, w istocie już zdążył rozgrzeszyć władze białoruskie mówiąc, że wybory to „wewnętrzna sprawa Białorusi”.

I dalej, czytajcie uważnie: „Najważniejsze, aby wybory były demokratyczne, aby naród uważał je za sprawiedliwe; należy zadbać, aby nie było żadnej reakcji (w postaci) niepokojów z powodu wyników wyborów”.

Błyskotliwa abstrakcja w duchu „lepiej być zdrowym i bogatym”!

Moskwa z kolei może być zadowolona – bowiem ochłodzenie stosunków reżimu białoruskiego z Zachodem skłoni Aleksandra Łukaszenkę do bardziej ścisłej współpracy z Rosją, może nawet uczyni go bardziej spolegliwym.

20 grudnia, doskonale wiedząc o rozpędzeniu manifestantów w Mińsku, prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew wypowiedział się o wyborach w Białorusi w górnolotnym tonie: „Mam nadzieję, że w rezultacie tych wyborów Białoruś będzie nowoczesnym państwem, będzie rozwijać się w kierunku stworzenia nowoczesnego państwa, opartego na demokracji i przyjaźni ze swoimi sąsiadami”.

Bardziej demokratycznie być nie może!

Szef misji obserwatorów z ramienia Wspólnoty Niepodległych Państw Siergiej Lebiediew (przypomnijmy, generał armii, dyrektor Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji) 20 grudnia na konferencji prasowej w Mińsku zdążył już oświadczyć, że działania struktur siłowych przy rozpędzaniu akcji opozycji w niedzielny wieczór były zgodne z prawem.

„Na pewno Kreml nie będzie potępiać działań siłowych władz białoruskich i represji w stosunku do liderów opozycji” – podkreślił analityk Andrej Fiodarau w wywiadzie dla portalu naviny.by. Według niego władze rosyjskie również nie cackają się z oponentami politycznymi.

Jednak nie oznacza to, że w stosunkach Mińska z Kremlem odbędzie się wzruszające pojednanie dusz. Aleksander Łukaszenka doskonale rozumie, że Wspólna Przestrzeń Gospodarcza, projekt Sojuszu Euroazjatyckiego to nowe parawany dla wcześniejszych planów rosyjskiej elity rządzącej dążącej jeżeli nie do inkorporacji Białorusi, to do przekształcenia jej w na trwale przywiązane do Moskwy państwo satelickie.

Andrej Fiodarau bardzo wątpi w to, że „moskiewskie porozumienie w sprawie WPG, ceł itd. będą obowiązkowo realizowane”. A to oznacza, że również na froncie wschodnim Mińsk czekają nowe komplikacje.

„Jeżeli kierownictwo białoruskie złoży hołd, będą dusić w objęciach, jeżeli nie złoży – również będą dusić, lecz innymi metodami” – prognozuje perspektywę stosunków z Kremlem Andrej Fiodarau.

Zresztą, w bataliach na różnych frontach kierownictwo białoruskie jest zaprawione.

Ekspert ośrodka analitycznego „Strategia” Walery Karbalewicz w wywiadzie dla portalu naviny.by podkreślił: „Całkiem możliwe, że sytuacja na arenie międzynarodowej dla reżimu białoruskiej mało co zmieniła się”.

Według niego, Europa podjęła już strategiczną decyzję kontynuowania dialogu z oficjalnym Mińskiem. Tak, skrytykują trochę i dalej będą współpracować. „Łukaszenka zrozumiał to, gdy przed wyborami otrzymał liczne sygnały z Brukseli” – uważa politolog.

Nawet z represji, jak pokazuje doświadczenie, Mińsk może osiągać korzyści w stosunkach z Europą. Jeżeli pojawiają się ludzie, których Zachód ogłasza więźniami politycznymi (obecnie znowu jest to prawdopodobne), to powstaje powód do targów. Wypuścili – chwała im za to, i Zachód delikatnie bije brawo dla pwnego postępu.

Na przykład w 2008 roku wypuszczenie na wolność byłego kandydata na prezydenta Aleksandra Kazulina i jeszcze kilku więźniów sumienia stworzyło dla Unii Europejskiej możliwość rozpoczęcia dialogu z Mińskiem. Jednak nadzieje na oswojenie „ostatniego dyktatora”, jak widzimy, okazały się płonne.

Rozmówcy portalu naviny.by prognozują ciężkie czasy dla społeczności demokratycznej w Białorusi: na opozycję polityczną, organizacje pozarządowe i niezależne media mogą spaść poważne represje.

Walery Karbalewicz sądzi, że góra przestraszyła się tej liberalizacji, którą dopuszczono w okresie przedwyborczym w ramach gry z Europą. Obecnie reżim chce zademonstrować, że jest twardy i zdecydowany, aby nikt wewnątrz kraju nie miał złudzeń.

W brutalnym autorytarnym systemie rządzące elity a priori pierwszeństwo oddają rozwiązaniom siłowym. Inna sprawa, że zostanie europejską Koreą Północną również nie jest możliwe.

Przedwyborcze wrzucenie do systemu finansowego pustego pieniądza, groźny dług zagraniczny, kolosalny deficyt w handlu zagranicznym, utrata konkurencyjności na rynkach zagranicznych z powodu przestarzałej gospodarki – są to te wyzwania, przeciwko którym nie można posłać sił specjalnych z pałkami.

Na przykład, trudno sobie wyobrazić jak władze białoruskie będą sobie radzić bez nowych kredytów z Międzynarodowego Funduszu Walutowego i innych międzynarodowych instytucji finansowych. A jeszcze bardziej Białorusi potrzebne są inwestycje zagraniczne.

W ten sposób Mińsk najprawdopodobniej będzie nadal działać w swoim ulubionym stylu – lawirować pomiędzy geopolitycznymi ośrodkami siły. I bardziej szczelnie przymknie wieko wewnątrzpolitycznego kotła. Póki co ciśnienie w tym kotle dla rządzącej góry wydaje się bezpieczne.

Zresztą, manometr dyktatury często kłamie.

bialorus.pl

nasiona marihuany, konopi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *